Sekwana 2011 - życie potrafi być piękne | Forum sumowe


Portal ludzi z pasją tworzony przez ludzi z pasją

"To nie tak, że boję się umrzeć. Po prostu nie chciałbym być w pobliżu, kiedy to się stanie". Woody Allen


Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Ostatnie Fotki

Nowy Rekord
Nowa broń na wąsale ;o)
Sum 223cm z Sekwany
bojki
Sum z Wisły 2017
Wisła 2017
Wisła 2017

Na forum na skróty

Witamy na stronie poświęconej rekinowi słodkowodnemu ;)

Na tym forum dowiecie się jak złowić suma, jaki potrzebujecie sprzęt do tego celu, jakich metod najlepiej użyć do łowienia tej ryby, a także zobaczycie duże sumy łowione przez naszych użytkowników, rekordowe sumy w Polsce i na świecie i wiele innych informacji dotyczących Suma Europejskiego i nie tylko. Zapraszamy wszystkich do zarejestrowania się i aktywności na Naszym Portalu.

Sekwana 2011 - życie potrafi być piękne

sierpień 17 2011 Bez kategorii Radekm


Tomasz Jacek Marek napisał(a):
Skoro to jest tylko zapowiedź relacji jaką ma zmieścić kolega Radek to tym bardziej nie mogę się doczekać, aby ją przeczytać.
Trygław


Cóż... Pewnie niektórzy z Was spodziewają się relacji z maksymalnymi doznaniami, fakt były one i to w każdej minucie pobytu. Urodziny Artura , spotkanie kolegów i koleżanek w realu, przezroczysta woda, brak śmieci nad wodą...ogórki Izy :D:D:D Chciałbym umieć to wszystko przedstawić lecz na wstępie już wiem, że temu nie podołam.
Nie był to tylko zwykły biwak wędkarski. Było to realne spotkanie ludzi z pasją okraszone tym co w wędkarstwie najfajniejsze... Maksymalnie wykorzystanym czasem, zasiadką w doborowym towarzystwie i efektywnym łowieniem.

A wszystko miało początek pod koniec lipca...


Avallone :2011-07-29 20:58:10
Zastanawiałeś się nad przyjazdem do Paryża na kilka dni pod namiot?

Scrooged:2011-07-29 21:02:12
Nad przyjazdem myślę już długi czas. ( tak mówiąc skromnie) ;)
Nic by mnie tak bardzo nie ucieszyło jak weekend , który moglibyśmy spędzić na wspólnym wędkowaniu i realnym gadulcu ...

Musiałbym jedynie wszystko zgrać w czasie i realnie spojrzeć na zagadnienie :)
Nie ukrywam, że jest to do zrobienia :D


Avallone: 2011-07-29 21:04:03
Jaki problem?? Przecież to tylko koszt podróży
Reszta jest tu na miejscu... :D:D:D



No i stało się. Decyzję podjąłem z lekką obawą i strachem. Ostatnie spontaniczne wyjazdy realizowałem jeszcze za czasów bujnej czupryny i fiu-bździu w głowie gdzie do szczęścia brakowało jedynie paru złotych w kieszeni i paczki fajek na drogę. Co by niepotrzebne problemy nie zaprzepaściły podjętej decyzji w tajemnicy przed Izabelką podjąłem się organizacji zamierzonego celu. Żarcie, ubezpieczenie, ciuchy... kilka przynęt i wędki na wszelki wypadek.
W końcu przyszła chwila wyjazdu i co? Cały problem organizacji znikł, prysł jak bańka mydlana. Nic co zostało wykonane, załatwione, opłacone i spakowane przed, nie było takim wyzwaniem jak sama akcja wyjazdu. Szczegóły pakowane przez Izę na drogę najpierw mnie rozśmieszały, potem irytowały a na koniec dopadła mnie taka rozpacz, że zobojętniałem. Na szczęście moja Fabianka wiele już przeszła i nie jedno woziła. Wspomagając się "nieelokwentnym słowem" na ustach brnąłem do końca jak Karino podczas Wielkiej Pardubickiej .

Plan wycieczki obmyśliłem na długą i bezpłatną trasę , tak by jak najwięcej zobaczyć od zaplecza. Podróżowanie "autostradowym tunelem" pozwala jedynie na zwiedzenie przydrożnych parkingów, punktów czerpania paliwa i zrzutu nadmiaru cieczy i materiałów twardych z organizmu (nie wspomnę o półpłynnych).
Z perspektywy czasu mogę teraz stwierdzić , że z pierwszorazową trasą można w ten sposób zaryzykować, za to powrót to tylko i wyłącznie autostrady -i mimo moich obaw wcale nie drogie. Dla ciekawych - przejazd przez Francję autostradą Paryż- Bruksela kosztował mnie jedyne 13,30Eu. Cena paliwa za litr we Francji i Belgii to koszt około 1,60Eu, Niemcy zaś 20 cent mniej (ceny przy autostradzie).
Do Paryża jechaliśmy około 15 godzin z półgodzinną przerwą na moje spanie.
Im bliżej było celu tym bardziej się dłużyło.

W czasie gdy my oglądaliśmy krowy na belgijskich pastwiskach nad Sekwaną wrzało.
Darek @Grzechotnik i Artur @ Avallone z namaszczeniem szykowali swoje ślizgacze grzecznie i ze zrozumieniem dzieląc się pompką.





Kasia @Kasia skrzętnie dokumentowała różne obrazy , by nic nie umknęło, by każda chwilę zatrzymać dla przyjezdnych... żeby potem nie było , że to- tamto ;)



Oczywiście nie obyło się bez przeciwności . Ale co tam, u prawdziwych facetów problemy nie istnieją, a wszystko to tylko kwestia czasu i wrodzonego sprytu.





W czasie gdy chłopaki i dziewczyny czuwały nad miejscem biwakowania , wznosząc skutecznie kolejną biesiadną izbę , ma podziwialiśmy przez okno auta tutejsze widoki .
Zanim się zorientowaliśmy, że można je uwiecznić na karcie minęliśmy parę orchidei z obnażonymi łodygami po sam winny kielich, a do zdjęcia pozostały jedynie kaktusy.
Niby wszystko w normie i obrazy nam bliskie lecz należy sobie uświadomić to, że było to centrum Paryża .
Można się w nim zakochać :D.



W końcu stało się. Dobrnęliśmy.
Ekipa z fotki to (od lewej):
- Patrycja@Lala, moja Izabelka @Izabelka, ja czyli @Scrooged, Darek@Grzechotnik, Artur @Avallone z chłopakami Radziem i Robercikiem(małym bączkiem, żywym sreberkiem :D ) i Andrzej.
Na fotce nie widać fotoreportera Kasi@Kasi i Jacka @ Krewetki, który jeszcze nie dotarł ;).



Wszystko postanowiliśmy dopiąć na ostatni guzik.
... ze strony prawnej :
- Oficjalne przekazanie znaku pokoju,



... i ze strony formalnej.
-Opłata za wędkowanie w przystępnej cenie 30Eu.



Sprzęt palił się do walki. Artur po raz kolejny sprawdzał węzły i ostrość haków.
Każda bojka musiała płynąć na plecionce, a kołowrotek kręcić jak wrzeciono.



Po krótkim czasie dosiedliśmy wcześniej już zwodowany prom i ruszyliśmy na rekonesans.
Po drodze minęliśmy się z Darkiem i Andrzejem , którzy wcześniej postanowili ostukać gumami kamieniste dno Sekwany. Efekt był namacalny i w dodatku miły dla oka.









W międzyczasie zaczęło padać. Z naszego pierwszego wodowania nici. Postanowiliśmy zając się żywcami. Stacjonarne połowy są również ekscytujące, a bywa też , że dają największe efekty. Dodatkowo tu na Sekwanie dużo, dużo radości. Łowienie żywca to drugie, równorzędne, stacjonarne wędkowanie. Każdy gatunek ryby (żywca) który został złowiony, to odrębny okaz który w naszych polskich warunkach dla niejednego byłby rekordem życiowym.



No może nie akurat przypadku okazu Izabelki choć to również sekwański sum. :D
...mimo że ogórki były SUPER przysłowie - jaka praca taka płaca nie sprawdziło się.





Trudno było wysiedzieć w miejscu. Dziewczyny zajęły się feederami, a my postanowiliśmy przewietrzyć przynęty. Efekt był natychmiastowy, w ciągu 30 minut wyjąłem dwa . Do tego przeżyłem nie lada przyjemność holu ryb Radkowym Beast Master'em 2,10m.



Niestety była to sobota, a sklep zamknięty do wtorku. Raczyłem się przyjemnością użytkowania pożyczonego kija, a moja niecierpliwość sięgała zenitu. Ale doczekałem się - widać niżej ;). Oczywiście nie omieszkałem dokupić szczęśliwych przynęt na pamiątkę . :D



Moje pierwsze sumy z Sekwany jak i pierwsze na spinning. Po krótkiej męczarni dla mojej przyjemności oba powróciły do wody .







A to mój najnowszy nabytek. COŚ PIĘKNEGO. (jeszcze z folią na korku)



W czasie gdy my oraliśmy dno ciężkimi woblerami Darek również wytarmosił swojego pierwszego Potworka. Radości opisywał nie będę - wystarczy popatrzeć.



I tak minął pierwszy dzień , moje pierwsze kilka godzin nad ta piękną choć w centrum miasta rzeką.
Podróż i zmęczenie wygrały. Poszliśmy spać. Jak okazało się rano tylko my wymiękliśmy...życie nad wodą toczyło się dalej.
Wcześniej też zawitał Jacek @ Krewetka ( pomarańczowy jak przystało na krewetkę), dyskusje trwały do samego rana przerywane krótkimi wypadami na sandacza







Ranek okazał się piękny. Po nocnych opadach powitało nas turkusowe niebo i przygrzewające słońce.
Ja nie mogłem pozbierać myśli, niby nic nie piłem, a łeb pękał.
Artur z Radziem podeszli profesjonalnie do sprawy i od razu zaczęli łowić żywce. Dziwiło mnie to trochę ale później już wiedziałem po co ten pośpiech.







Było przyjemnie i spokojnie. Dziewczyny zajęły się śniadaniem, a Artur jak zwykle się psocił i przeszkadzał. Gdy poczuł przysmażony bekonik z cebulką postanowił proceder przyspieszyć. :D





Po śniadaniu - SIELANKA , chwila wolnego na zabawę, dyskusję i przegląd pudełek...







Zwinięty sprzęt skutecznie służył jako suszarka , przechylając szalę po mokrej nocy na naszą stronę.



Każdy z nas leniwie oddał się podziwianiu miejsca.
Jedni zachwycali się okolicą:







Kasia bawiła się nowym nabytkiem. Z jakim skutkiem zobaczcie sami.







Nawet Artur oddając się chwili pełen uniesienia przeżył swoje pierwsze MACRO - głodnemu zawsze chleb na myśli. :D.



Byli też tacy co niby setki kilometrów od siebie a wspólne geny mają... i jak te anioły strącone z nieba ...niczym koliberki .



A oto Darek. To dzięki niemu zjedliśmy pierwszy pyszny obiad nad wodą. Sandacz którego złowił Artur dzielnie posłużył jako atrakcja tego popołudnia.


Darek stanął na wysokości zadania. Doprawiona ryba, rozpalone domowe ognisko....



Niestety zaczął przeginać ...lovelas...nie powiem, dziewczynom zaimponował.
Kasia i Iza chwaliły go pod niebiosa. Nam przy tym zapewnił codzienne litanie na temat istoty związku i miejsca faceta w domu....wrrrrrr.....



Zaczęliśmy Drugie podejście ze spinningiem. Tak jak dnia poprzedniego akcja rozwinęła się szybko. W ciągu 2godz. woda dała nam 3ładne sztuki. Za tym właśnie podejściem dostałem swojego 151cm, ku mojej radości Artur uwiecznił to na filmie



Równorzędnie radość dopadła Jacka i Darka.
Okazało się również, że ryba Jacka była już złowiona w tym roku. Artur poznał swoje trofeum po charakterystycznie wysuniętej żuchwie. Była to bardzo miła chwila i jakże bardziej miłe ponowne obdarowanie tej ryby wolnością.









Po ciasnych przygotowaniach przystąpiliśmy do szybkiej akcji fotograficznej.

Tego dnia nastąpił pogrom - Jacek wyrwał na spinna 189cm, Darek - 160cm, 150cm i 180cm, a Artur 190cm na bojkę i 180cm na spinning. Do tego ja sam 151cm na spinning, czym trzeci raz na tej zasiadce pobiłem swój rekord suma na spinning.



Tą sesją zakończyliśmy pierwszy etap Spotkania Na Szczycie.
Następnego dnia Darek i Jacek musieli wracać do codzienności.



Na placu boju pozostali : Kasia, Iza, Artur, Szkraby i ja.
Plan walki - łowienie stacjonarne, bojka.
Wędki spokojnie czekały na swoją chwilę.



Z powodu braku żywców musieliśmy bardziej skupić się na feederach. Leszcze brały jak zaklęte. Wszystkie 50cm+. Płoci i drobnego leszcza jak na złość już nie było.
Ten poniżej to standardowa wielkość ok.60cm. Bywały większe, te niestety ku ich szczęściu odpływały w toń. Złośliwie to może zabrzmi , ale w pewnej chwili zaczęło to być męczące, marzyliśmy o 40-akach.



Fotka niżej - leszcz (ten z mniejszych) po spalonym braniu. Zassanie jak widać nastąpiło od ogona. Uzbrojony był w dwa haki : grzbiet i płetwa piersiowa. Jest to dobry sposób ponieważ nie prowadzi do zorania skrzeli , wadą jest to że przy za wczesnym cięciu mamy pudło.
Nie martwiło to nas i nikt się tym nie przejmował. Przy takiej ilości brań jakie mieliśmy i przy tym, że z przyjemnością zwracaliśmy rybie wolność , to czy rybę wyholowaliśmy czy nie w tym momencie przestało być istotne. Emocje były, kontakt był, ryba była...tylko, że to ona właśnie tym razem wygrała.






Przyszedł wieczór, znów się rozpadało. Wędki od dłuższego czasu bez znaku aktywności.
Nagle przedwieczorne ciemności przeszywa sygnał...BRANIE!!! Cała ekipa na nogach, ostry bieg do wędki. Tak jak dobiegliśmy tak nas wryło w asfalt. Detektor wyje jak opętany , bojka stoi w miejscu, a plecionka schodzi ze szpuli...dodatkowo cała akcja rozgrywa się w szeleszczących krzakach. Chwila zastanowienia, nagle kaczka poderwała się do lotu spadając do wody.
Nie wyglądało to dobrze. Podwójna pętla na szyi i omotane skrzydło. Plecionka cięła do krwii.
Przez chwilę przemknął mi nawet obiad przez głowę. Szalona przestała się szarpać jakby wiedziała, że jej pomożemy. To ją uratowało. Mimo rany na szyi i skrzydłach ( okazały się powierzchowne) wszystko udało się odplątać. Po chwili przytulania i głaskania dla uspokojenia - odfrunęła ...







Wszyscy zajęci byli kaczką , a dalszy(skrajny) detektor popiskiwał. Nikt nie zwracał na to uwagi. Stanęliśmy na baczność gdy zawył ponowny alarm. Każdemu ponownie przemknęła kaczka przez myśl. Tym razem było inaczej . Bojki nie było widać , a wędka skutecznie próbowała uciec do wody.

Artur w ostatniej chwili dobiegł do wędki, dociął rybę...i stało się . Stopka Penn'a pękła. (będzie news z naprawy :D:D:D ). Dalsza praca przy wyciąganiu ryby odbyła się na cztery ręce. Znacznie wydłużyło to czas holu. Jak skończyliśmy było już ciemno. Sum nieszczęśliwie połknął przynętę , zapiął się w skrzela.











Efekt naszej przyjemności uwieczniony został na fotce.
Świętojebliwi niech skryją twarz w dłoniach , z racji tej, że widok krwi na rybach jest im obcy mogą poczuć się dotknięci i zniesmaczeni. Cóż takie życie...najważniejsze, że nasze próżne EGO zostało nakarmione. Następna ryba do kolekcji...mimo wszystko. Tak, i tu kłania się tak wielce wałkowana etyka rozdrabniana na czynniki pierwsze przez "etycznych lepiej" z innego forum . Niestety kotwice nie łaskoczą i nie jest problemem to, że sumy tzw. (przez nich) pokotem leżą na macie do zdjęcia. Rozsądny człowiek, ten co ma trochę duszy i rozumu krzywdy nie uczyni. NAJWIĘKSZY problem tkwi w tym, że każdy z nas -i ten hipokryta co w dobrej kondycji ryby wypuszcza do wody i my co robimy im fotki gdy leżą "pokotem" ,jesteśmy tymi samymi sadystami bawiącymi się cierpieniem zwierzęcia. Natomiast różnica tkwi nie w sposobie postępowania z rybą po wyholowaniu tylko w tym, że jedni mają odpowiednią, oparta na praktyce wiedzę na ów temat, a drudzy chcą ją mieć, a żeby zaistnieć dokręcają sobie wygodne im teorie. Tłumaczenie, że jakaś fotka jest nieestetyczna jakoś słabo do mnie trafia, gdy 6 ryb na 4 wędkarzy złowione zostaje w ciągu jednego popołudnia , a fotka zostaje zrobiona jako zbiorowa na koniec wędkowania.
Po za tym ja osobiście wszystkie ryby traktuje jednakowo, jako istnienie. Sum od ciernika różni się tylko masą mięśni, a dyskusje które istnienie jest bardziej wartościowe, a które nie to niech Ci wszyscy dyskutanci wsadzą sobie w "dyłek" . To jest tak samo jak dyskusja Białego z Białym nad życiem Czarnych i Czerwonych.



Poniżej druga i ostatnia sesja tej zasiadki. Wymiary ryb to: 175cm i 167cm Artura i moje -167cm i 202cm( mój rekord życiowy i rekord zasiadki)
Wędkowanie zakończyliśmy w piątek ok. godz. 10.
Niżej krótkie sprawozdanie filmowe nakręcone i zmontowane przez Artura i Kasię .
Te chwile trudno będzie zapomnieć.

Filmy z wypuszczania i przeglądówka :)







Była to zasiadka marzeń. W najśmielszych snach nie byłem w stanie jej tak wymarzyć. Nie myślcie jednak , że to wszystko co przedstawiłem było takie rodzinne, miłe i owiane mgiełką rozkoszy.
Efekt (złowione ryby) musi być oparty na ZGRANEJ i CIĘŻKIEJ pracy zespołowej. Nie ma tu czasu na piwkowanie i giglanie się z kobitką. Iza sama stwierdziła , że następnym razem weźmie sobie moją fotkę bo zapomniała jak wyglądam. Jadąc na TAKIE ryby musimy się zastanowić czy chcemy tego czy nie. Jeśli mamy chęć na leżenie bykiem to lepiej poleżeć w domu niż zakłócać system pracy w zespole.
Jeśli jeden łowi żywca na feedery, drugi leci po nie ze spinnem. Jeśli jeden ściąga zestaw to drugi szykuje kolejnego żywca i przygotowuje łódkę...itp...itd...
To jest jak w zegarku jeśli zawodzi jeden z trybików, klapa na całego.
Rozumiałem już to wcześniej, jak jest naprawdę przekonałem się na zasiadce. Dzięki Artur za lekcję pokory.








Pakowaliśmy się w smutnej , pochmurnej scenerii. Pewnie dobrze, że zbierało się na deszcz. Nie wiem czy by tak łatwo poszło gdyby świeciło piękne słońce, a niebo błękitem mówiłoby zdradliwie - ZOSTAŃ ...
Poszło nam w miarę sprawnie. Wszystko udało się upchnąć.




Następny cel to spacer po Paryżu i obiad na Pigalaku.



Było miło, zabawnie czas mijał nieubłaganie.




Na koniec dnia pozostało jedynie przyjemności dla ducha...



...i CIAŁA :D:D:D:D

(oczywiście tu żartuję ;) )



Relacja nie oddaje wszystkiego, nie jestem w stanie przedstawić Wam prawdziwej prawdy.
Wiem, że rozumiecie.
Dzięki i pozdrawiam Radek "scrooged"


Wszelkie materiały, imiona i zdjęcia zostały umieszczone w tym newsie bez zgody ich autorów, a nawet przy ich kategorycznym sprzeciwie. :D:D:D
Bardzo dziękuję Wszystkim uczestnikom zasiadki za miłą atmosferę, za niespożywanie alkoholu, dbanie o czystość i radość ducha.
Dziękuję Kasi, Izie i Arturowi za pomoc przy pracy nad obrazem i filmem. Bez nich ta relacja nie miałaby szansy powstania.

Do komentowania materiału zapraszam na forum czuli tu: Rekordowa zasiadka - 20 sumów

Przygotował: Radek Marciniak alias Scrooged

Reklama w zamian za zniżki dla stałych użytkowników portalu.

Aktualnie online

Gości online: 14

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 7,987
Najnowszy użytkownik: Gornik z Janiny

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

22 wrzesień 2017 18:32
Witam

22 wrzesień 2017 16:10
Witam

21 wrzesień 2017 16:17
Witam

20 wrzesień 2017 23:11
Witajcie.

20 wrzesień 2017 21:34
Dobry Usmiech

19 wrzesień 2017 21:55
witam Haha

19 wrzesień 2017 19:00
Witajcie.

18 wrzesień 2017 20:49
Dobry Usmiech

17 wrzesień 2017 14:14
Witam

15 wrzesień 2017 21:25
Witajcie.

Archiwum shoutboksa

Wyprawy autokarowe Norwegia

Wyprawy autokarowe Norwegia

Nasz baner

Forum Sumowe - portal sumowy
Wygenerowano w sekund: 0.05
27,209,690 unikalne wizyty