Wspólne wędkowanie | Forum sumowe


Portal ludzi z pasją tworzony przez ludzi z pasją

"Nie krytykuj masturbacji! To seks z kimś, kogo się kocha!" Woody Allen


Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Ostatnie Fotki

Nowy Rekord
Nowa broń na wąsale ;o)
Sum 223cm z Sekwany
bojki
Sum z Wisły 2017
Wisła 2017
Wisła 2017

Na forum na skróty

Witamy na stronie poświęconej rekinowi słodkowodnemu ;)

Na tym forum dowiecie się jak złowić suma, jaki potrzebujecie sprzęt do tego celu, jakich metod najlepiej użyć do łowienia tej ryby, a także zobaczycie duże sumy łowione przez naszych użytkowników, rekordowe sumy w Polsce i na świecie i wiele innych informacji dotyczących Suma Europejskiego i nie tylko. Zapraszamy wszystkich do zarejestrowania się i aktywności na Naszym Portalu.

Wyjazd Grupowy Ebro Hiszpania 2017

Wyjazd Grupowy Ebro Hiszpania 2017
Szczegóły w tym temacie: Wyjazd Grupowy Ebro Hiszpania 2017

Wspólne wędkowanie

październik 15 2014 NEWSY OGÓLNE Kazimierzp
Wspólne wędkowanie

Wspólne wędkowanie - materiał konkursowy "Wygraj wyprawę nad Ebro"


WSPÓLNE WĘDKOWANIE


Czy może być coś wspanialszego od tej adrenaliny jaką się czuje, gdy zacinasz rybę i walczysz z nią, a potem ten smak zwycięstwa? Nic! Wędkarstwo to nie tylko hobby. Przede wszystkim to pasja, sposób na życie, spędzanie wolnego czasu i relaks w otoczeniu przyrody. Jakie były początki? Zgodnie z litera prawa wędkuję od 1978 roku, wtedy właśnie otrzymałem kartę wędkarską. Wcześniej to tak różnie bywało. Mniej lub bardziej legalnie, np. pamiętam jak jako łebek wymykałem się z domu, żeby nałowić bańkę karasi w pobliskim bajorku i zanieść wędkującym ratownikom.W zamian mogłem na ich wędki połowić. Nawet w takim ciężkim dla każdego faceta, okresie w życiu, kiedy traci się głowę dla koleżanek , nie umawiałem się na kawę i lody, czy tańce w dyskotece, lecz na ryby. Kolega Grześ Michalski może poświadczyć, razem łowiliśmy te rybki. Dziewczyny były zachwycone tymi wypadami. Zachód słońca, szum wody, ognisko, było bardzo romantycznie. Moja żonka też ze mną jeździła na rybki i miała całkiem ładne wyniki. Ale po złowieniu jednego, bardzo ładnego okazu, prawie 100 kg, czyli mnie jej zapał jakby zmalał i teraz rzadko towarzyszy nam podczas wyjazdów wędkarskich. Teraz moim najlepszym kumplem od wędkowania jest mój syn.
Przygodę z wędkarstwem Dawid zaczął dosyć wcześnie, a mianowicie kiedy musiałem nakarmić malucha kaszką czy jakąś zupką, to żeby go czymś zająć, dałem mu kołowrotek do zabawy. Wybrałem największy i najsolidniejszy jaki posiadałem, a był to Robinson Mariner 8000. Młynek kupiony już wtedy z myślą o sumach. Wprawdzie tych zabaw kołowrotek nie przetrwał, bo uległ zniszczeniu. Niestety zębatki się się rozsypały. Zgodnie z zasadą czym skorupka za młodu nasiąknie... wszystkie zabawki, które kupowałem synkowi związane były z wodą. Pierwszy pluszak-rybka z pozytywką, mini wędka z rybkami na magnesy. Nawet sam wymyślałem bajki na dobranoc, w których zawsze się wyruszało na ryby. Kiedy syn ukończył trzy latka zabierałem go na króciutkie wypady wędkarskie, tak żeby jak najwięcej przebywał nad wodą. Z każdym wyjazdem byliśmy coraz dłużej. Czasem wracaliśmy bardzo późno i wtedy syn zasypiał już w samochodzie. Mimo to zawsze chciał być nad woda jak najdłużej, nigdy nie odpuszczał. Nie mogłem uwierzyć, że zawsze ruchliwy i wszędobylski dzieciak potrafi się skoncentrować i spokojnie siedzieć na łowisku przez kilka godzin. Wszystko go interesowało, sprzęt wędkarski, metody połowu, rzeka i otaczająca nas przyroda. Gdy syn miał pięć lat zabierałem go na nocne wypady wędkarskie. Obserwowaliśmy zachody i wschody słońca oraz otaczającą nas przyrodę. Wielką frajdę sprawiało juniorowi karmienie białymi robakami żabek, które tak śmiesznie je wcinały, pomagając sobie łapkami. Innym razem w nocy było dokarmianie zanętą i kukurydzą szczurów. Tak, że po zamknięciu wiaderka z zanętą, szczur potrafił wskoczyć na nie i tłuc się po wieczku, wkurzony iż go taka spotkała krzywda. W końcu zamknięto mu stołówkę, z której to mała rączka chłopczyka rzucała mu pyszne smakołyki. Podczas któregoś takiego nocnego wypadu pojechał z nami mój kolega. Syn mówił do niego pan, ale w końcu zapytał czy może mówić do niego wujku. Kolega odpowiedział, że tak. A z racji wykonywanego zawodu policjanta, to nawet może mówić na niego "wujku psie" i tak już zostało. Niektórzy wtajemniczeni wiedzą o kogo chodzi.
Potem przyszedł czas na pierwszą własną wędkę, kołowrotek, skrzyneczkę z niezbędnym sprzętem, aż w końcu na sprzęt sumowy. Teraz mam dobrze, zamiast z żoną negocjować warunki wyjazdu na ryby, mówię Dawidowi załatw to z mamą. Nie wiem jak to robi, ale zawsze ją przekona. To on coraz częściej jest inicjatorem wyjazdów na rybki.
Nasze akweny, jeśli chodzi o populacje ryb, mogą zniechęcić nawet najtwardszych pasjonatów wędkarstwa. Co też potwierdziło się poprzez mierne rezultaty połowów syna, jakie uzyskiwał na początku, czyli było to kilka małych płoteczek lub okonków. Więc, żeby zachęcić go do wędkowania, czasem wybierałem się na łowisko komercyjne. W pobliżu mamy takie łowiska i kiedy Dawid był młodszy, nieraz łowiliśmy tam pstrągi tęczowe. Wtedy na spokojnie uczyłem syna jak zaciąć, jak holować i jak podebrać rybę. Dla młodego adepta takie komercyjne wędkowanie, było bardzo motywujące, bo coś się działo i ryba brała i były efekty. Teraz kiedy zapytałem syna, czy chce jechać na takie zbiorniki, stanowczo odmawia. Dziś najchętniej lubi wybrać się nad Wisłę, na spotkanie nieznanego i najlepiej czegoś dużego.

syn na rybach



Nauka wędkowania.

na pstrągi z tatą



Połów pstrągów.

z tatą na ryby



No i pierwszy szczupaczek syna, który też był z łowiska komercyjnego. Kiedy po kilku wyprawach na zębatego nic z tego nie wyszło, uciekłem się do podstępu i pojechaliśmy połowić w stawie ze szczupakami. Dziś Dawidek się z tego śmieje, ale wtedy to wyglądało bardzo poważnie. Woda, kilku wędkarzy, no i on i jego pierwszy szczupak.

Bardzo mi zależało, żeby syn połknął tego pięknego bakcyla, jakim jest wędkarstwo. Obserwując pociechy kolegów i znajomych, zauważyłem że nie potrafili oni zachęcić, czy może poświęcić trochę czasu, na rozbudzenie pasji w młodym adepcie wędkarstwa. Często dzieciaki znudzone długim siedzeniem i czekaniem na branie ryby, były tak rozczarowane, iż skutecznie zniechęcało je to do kolejnego wyjazdu. No i jeszcze trzeba poświecić trochę starego sprzętu i nie strofować młodego, jak coś zniszczy nie chcący. U nas też trochę sprzętu się wykruszyło. Na przykład pamiętam złamanie wędki podczas nauki rzucania. Ciężarek poleciał na drzewo w gałęzie i przy próbie uwolnienia wędka się złamała. Wtedy trzeba posiłkować się słowami pana Wołodyjowskiego "nic to, nic to". Przypadkowo nadepnięta szczytówka, to też nie powód do zmartwienia. Wtedy trzeba młodemu opowiedzieć, jak to kolega lub tatuś kiedyś zrobił tak samo, a najlepiej jak drzwiami lub klapą od bagażnika znajomy złamał wędkę. Strofowanie juniora odniesie taki skutek, że chłopak zniechęci się do wędkarstwa. Znam takie przypadki, gdzie tatuś zapalony wędkarz a jego syn będący w wieku mojego juniora, jakoś nie przejawiał zainteresowania. Po rozmowie okazało się, iż kiedyś tacie złamał wędkę i tato go okrzyczał. Uraz w dzieciaku pozostał. Teraz ten tato łowi sam lub z podobnymi do siebie samolubami, tracąc naprawdę mocną nic przyjaźni i zaufania, jaka tworzy się na wspólnych zasiadkach miedzy ojcem i synem.
Rodzinne wędkowanie utrwaliło więź jaka powinna łączyć ojca z synem. Ta pasja to nasz męski świat, do którego nie dopuszczamy kobiet. Wspólne tematy, biwaki na których gadamy o wszystkim, nie tylko o rybach. Każdy wypad to przygoda, coś nieznanego i powiew adrenaliny czekający pod powierzchnią wody. Śpimy pod namiotem lub pod gołym niebem, przy ognisku, wokół przyroda, kąpiel jak już to w rzece i oczywiście oczekiwanie na rybę, weźmie czy nie? Koledzy syna większość czasu spędzają przed ekranem komputera i zazdroszczą mu tych wypraw. Cieszę się, że Dawid złapał bakcyla wędkowania. Dzięki temu poznaje też przyrodę, uczy się życia w zgodzie ze środowiskiem. Staram się pokazać mu różnorodne łowiska, nie tylko te najbliżej domu. Czasem udaje się pojechać gdzieś dalej i na dłużej. Podczas tych wypraw jest czas na łowienie, odpoczynek i zabawę.

łowienie leszczy z rodzinką



Wiślany leszcz.

wiślane łowienie



Poranna kąpiel w Wiśle.

Przebywanie wśród przyrody i obserwacje na żywo wielu zjawisk, są dla młodego człowieka zastrzykiem wiedzy podanej w prosty i zrozumiały sposób. Żadne szkolne zajęcia z przyrody czy geografii, nie mogą się równać z taką lekcją w terenie. Kiedyś syn zauważył na drugim brzegu ptaszka- zimorodka Kolega, który był z nami na rybach stwierdził, że to kawałek folii z reklamówki, bo u nas takich kolorowych ptaków nie ma. Więc założyli się o duże lody, syn przyniósł lornetkę i kumpel musiał pogodzić się z przegraną. A zadowolony junior ze smakiem jadł lody, wspominając jak miesiąc wcześniej pokazałem mu właśnie zimorodka, polującego nad rzeką. Na tych wyprawach bywało różnie jak to na rybach, czasem brały, czasem nic a nic. Trafiały się też bardzo udane zasiadki, gdzie naszą zdobyczą był sam król naszych wód sum. Podczas holu syn przez chwilę trzymał wędkę z walczącą rybą, ale szybko ją oddał , bo woda była tam głęboka, około siedem metrów, więc sumek ładnie walczył.

rodzinne łowienie sumów




Takie wyprawy to dla juniora naprawdę wielka frajda i emocje. No i motywacja nakręcająca go na kolejne wyjazdy. W drodze powrotnej z jednego wypadu syn już planuje następny. Oczywiście to on załatwia z mamą, żeby tato został zwolniony z wszelkich prac i mógł jechać . Trzeba również pamiętać, że tato jest już starszy i musi dużo odpoczywać, a najlepszy odpoczynek to oczywiście wyjazd na rybki w towarzystwie synka.
Kiedy zaraz po pracy wyruszamy połowić , Dawid przygotowuje cały sprzęt. Dzwoni do mnie, żeby zapytać co jeszcze zabrać, skompletować. Pakuje czerwone robaki, które sami hodujemy, rosówki, które wiosną zbieramy no i pijawki, te też zbieramy w zastawione pułapki. W sklepie ekspedientki wiedzą, iż bierze najtańszą kukurydzę w puszkach, bo to na wyjazd wędkarski. Tak więc, jak przyjeżdżam z pracy to tylko obiadek i jedziemy w jakieś fajne miejsce.
W 2013 roku w marcu wybraliśmy się na wyprawę, która jest marzeniem każdego wędkarza, nad rzekę Ebro w Hiszpanii. Dawid nie mógł już się doczekać dnia wyjazdu, ja zresztą także. W końcu przyszedł ten śnieżny dzień, kiedy mieliśmy jechać. Na prośbę syna, żebyśmy się nie spóźnili, zadzwoniłem po Grzesia Michalskiego, który z nami jechał i wyjechaliśmy wcześniej. Na miejscu zbiórki w Ostrowcu Świętokrzyskim byliśmy pierwsi. W drodze nad Ebro zwiedzaliśmy Paryż. Stolica Francji przywitała nas mrozem i ciepłym powitaniem Artura i jego rodziny oraz gorącym domowym obiadkiem. Paryż zwiedzaliśmy jadąc nad Ebro i wracając z Hiszpanii. W Paryżu syn zobaczył Łuk Triumfalny, Wieżę Eiffla, Plac Pigalle, Moulin Rouge, Katedrę Sacre-Coeur i wiele innych ciekawych miejsc. No i oczywiście chciał połowić w Sekwanie.

w drodze nad Ebro



Wieża Eiffla i Dawidek.

rodzinny wyjazd nad Ebro



W drodze nad Ebro pod Łukiem Triumfalnym.

Podczas zwiedzania Montmartre, dzielnicy artystów i malarzy można było spotkać znanych mieszkańców Paryża.

łowcy sumów w Paryżu



Na Montmartre.


Ten pan z moim synem na zdjęciu, jak dobrze się wpatrzycie, ma bardzo fajne i znane logo na kurtce. No ale dosyć tego leniuchowania i zwiedzania, bo przed nami jeszcze kila godzin jazdy do europejskiej mekki wędkarzy.
Nareszcie jest rzeka Ebro.

Nad Ebro z synem



Pierwsze spotkanie z Ebro.

Przyjechaliśmy do Hiszpanii z Polski, gdzie temperatura była minus piętnaście stopni Celcjusza, a zostaliśmy powitani kwitnącymi sadami brzoskwiniowymi i nektarynkowymi. Wycieczka ta stanowiła dla syna niezwykłe przeżycie. Cały tydzień tylko woda, łowienie, o powrocie się nie myślało. Dla młodego chłopaka taki wyjazd to nie lada atrakcja. Rybostan Ebro jest bardzo zróżnicowany. Nareszcie sum na wędce syna, junior był zachwycony.

pierwszy hiszpański sum syna




Sum ten został wypuszczony i pouczony, że ma podrosnąć i podpłynąć do wędki syna, podczas następnego pobytu nad Ebro. Teraz marzeniem Dawidka jest kolejny wyjazd nad Ebro i złowienie suma takiego jak sum Roberta Zakrzewskiego.

ogromny sum kolegi Roberta



Dawid z sumem Roberta.

Sum Roberta to trofeum , którym chciało by się pochwalić wielu wędkarzy. Nie traćcie wiary, ta ryba czeka na was gdzieś tam w wodnej toni. Marzenia się spełniają. Mogę zaświadczyć, że tak jest. Moim było pojechać nad Ebro i zobaczyć tamtą przyrodę. Ryb wprawdzie nie połowiłem ale poznałem bardzo fajnych ludzi, z którymi mam przyjemność do dziś utrzymywać kontakty, jak to się mówi coś za coś. Również marzenie Dawida- złowienie suma zostało spełnione.
Powiem szczerze, że pisać tego tekstu mi się nie chciało, mam remont domu, wymiana całego dachu, w pracy młyn i chyba przesilenie wiosenne, wymiana samochodu. w wielką sobotę wieczorem przybijanie foli do dachu, bo wiatr zerwał, a teraz jeszcze powrót do studenckich czasów, kiedy trzeba było siedzieć i pisać. Mimo to postanowiłem zawalczyć o wyjazd i wziąłem udział w konkursie. No ale co się nie robi dla dziecka. Syn ma obiecany wyjazd nad Ebro, chce tam koniecznie jeszcze raz pojechać. W tamtym roku miał przynieść świadectwo z czerwonym paskiem, no niestety się nie udało Średnia ocen najwyższa ale zachowanie przekreśliło jego dobrą cenzurkę. W tym roku oceny super no i zachowanie zostało poprawione. I tutaj widać mój triumf pedagogiczny. Niech mi teraz ktoś powie, że wędkowanie nie wpływa pozytywnie na wyniki w nauce. Może dlatego żonka, pomimo świąt do pisania mnie przynagliła. Kolejny sukces wychowawczo pedagogiczny spowodowany wędkarstwem jest następujący. Dawid bardzo narzekał, gdy go woziłem na lekcje angielskiego do szkoły do pobliskiego miasteczka. Zrzędził, że ma rodziców wymagających, że koledzy maja wolne ,a on się musi uczyć. Po wyprawie nad Ebro syn zmienił podejście do lekcji języka obcego. Tak , tak cuda się zdarzają. Stara się nauczyć jak najwięcej i jak najszybciej. Obecnie jest w piątej klasie a na angielski chodzi z kolegami i koleżankami z gimnazjum, takiego dostał przyspieszenia. No i wiadomo ,ten zapał jest wynikiem pobytu na rybkach w Hiszpanii. A oliwy do ognia dolał Kike /przewodnik z bazy/, który zapytał syna czy jest on tłumaczem taty. Po tym wyjeździe syn stwierdził, że może by się jeszcze przydało nauczyć jakiegoś drugiego obcego języka. Zgadnijcie jakiego? Oczywiście myśli o nauce hiszpańskiego, a my z żoną się domyślamy czym to jest spowodowane.
W ogóle wędkarstwo powinni wprowadzić do programu szkolnego.
Pisałem tutaj o wędkowaniu z synem, bo takie mam tylko doświadczenie. Chcę natomiast zaapelować do kolegów mających lub będących mieć córeczki, aby nie stawiali ładniejszej części populacji na straconych pozycjach w naszym hobby. Nie odpuszczajcie dziewczynom, zachęcajcie do tej pasji, a przykładem niech będą koleżanki z forum. Miałem znajomego, który z córką jeździł na wędkarskie wypady. Dziewczyna jeszcze będąc po maturze, towarzyszyła tacie podczas weekendowych wypraw. Skończyło się, kiedy żona i teściowa zabroniły znajomemu jeździć na noc ze względu na jego zły stan zdrowia. Czym oczywiście wpłynęły na pogorszenie jego zdrowia, bo doszedł stres i tęsknota za dłuższym wędkowaniem. Co do dziewczyn to nie prawda, że boją się robaków, jak potocznie się przyjęło uważać. Przykładem może być córeczka kolegi, który prowadził sklep wędkarski. Dziewczyna ta nakładała robaki pinki ręką z dużego pojemnika do małych pojemniczków, kiedy sprzedająca w tym sklepie pani powiedziała jej, iż jest tam łopateczka do nabierania robaków dziewczyna stwierdziła, że ręką jest szybciej i wygodniej.
Przyznaję, napisałem ten mały tekścik po to, żeby zawalczyć o nagrodę w konkursie, ale nie tylko to było moim celem. Równie ważne jest podzielenie się własnymi przemyśleniami, doświadczeniem życiowym. Niech ten tekst posłuży młodszym kolegom mającym pociechy lub będącym mieć pociechy. Może podpowie im, jak zachęcić do wspólnego wędkowania z dziećmi. Po narodzinach Dawidka zastanawiałem się, czy będzie chciał ze mną na rybki jeździć. Nie chciałem, żeby u mnie powtarzała się sytuacja, jaką zaobserwowałem u wielu kolegów i znajomych. Tato na rybki a syn pod "skrzydełkami" mamy, babci. Kolega, który nie wiedział o naszej wspólnej pasji zapytał mnie kiedyś, jak ja to robię, że mam tak dobry kontakt z synem. Więc mu opowiedziałem o naszym hobby. Był naprawdę pod wrażeniem. W dzisiejszym coraz szybszym i bardziej zabieganym życiu, możliwość przebywania razem w ciszy i spokoju, w bliskości natury, cieszenie i dzielenie się wspólną pasją , są rzeczą bezcenną, mocno utrwalającą więzy syna z ojcem .

Temat na forum: Wspólne wędkowanie

Przygotował Kazimierz Pająk

Komentarze

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

Reklama w zamian za zniżki dla stałych użytkowników portalu.

Aktualnie online

Gości online: 11

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 7,959
Najnowszy użytkownik: ApacheSum

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

17 sierpień 2017 18:03
Witajcie.

17 sierpień 2017 12:21
Cześć

16 sierpień 2017 22:06
witam

16 sierpień 2017 17:26
Witam

16 sierpień 2017 16:18
Powitać Usmiech

15 sierpień 2017 20:38
Witam

15 sierpień 2017 09:01
Witam

15 sierpień 2017 07:01
Dobry Usmiech

13 sierpień 2017 20:30
Powitać Usmiech

13 sierpień 2017 08:38
Dobry Usmiech

Archiwum shoutboksa

Wyprawy autokarowe Norwegia

Wyprawy autokarowe Norwegia

Polska baza wędkarska nad rzekę Ebro

Wyjazdy grupowe Ebro Hiszpania

Nasz baner

Forum Sumowe - portal sumowy
Wygenerowano w sekund: 0.11
26,819,763 unikalne wizyty