Fartowne Caspe | Forum sumowe


Portal ludzi z pasją tworzony przez ludzi z pasją

Milczenie w odpowiednim momencie jest ważniejsze i lepsze od wszelkich słów. -Plutarch


Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Ostatnie Fotki

Nowy Rekord
Nowa broń na wąsale ;o)
Sum 223cm z Sekwany
bojki
Sum z Wisły 2017
Wisła 2017
Wisła 2017

Na forum na skróty

Witamy na stronie poświęconej rekinowi słodkowodnemu ;)

Na tym forum dowiecie się jak złowić suma, jaki potrzebujecie sprzęt do tego celu, jakich metod najlepiej użyć do łowienia tej ryby, a także zobaczycie duże sumy łowione przez naszych użytkowników, rekordowe sumy w Polsce i na świecie i wiele innych informacji dotyczących Suma Europejskiego i nie tylko. Zapraszamy wszystkich do zarejestrowania się i aktywności na Naszym Portalu.

Wyjazd Grupowy Ebro Hiszpania 2017

Wyjazd Grupowy Ebro Hiszpania 2017
Szczegóły w tym temacie: Wyjazd Grupowy Ebro Hiszpania 2017

Fartowne Caspe

grudzień 18 2010 Użytkownicy Artur Betcher
Fartowne Caspe

Pomysł wyjazdu na ryby zrodził się kilka tygodni przed wyprawą. Znalazłem tanie bilety lotnicze, pozostało tylko dopracować szczegóły. Właśnie m.in. za te szczegóły chciałbym podziękować Krzyśkowi i jego rodzinie, dzięki nim wyprawa doszła do skutku. Nie była długa, bo trwała tylko dwa dni, ale było warto.
Od pewnego czasu szukałem informacji dotyczących łowienia w Caspe i na Rzece Ebro. Informacje, które znalazłem miałem okazję zweryfikować osobiście i niestety muszę przyznać, że nijak nie pasują do panujących tam realiów. Tam trzeba po prostu pojechać!
Do Hiszpanii leciałem z Londynu, ale wcześniej musiałem z Polski do tego Londynu dotrzeć. Moja wyprawa więc zaczęła się tak naprawdę już kilka dni wcześniej. Do Wielkiej Brytanii zdecydowałem się pojechać samochodem, który niestety zawiódł gdzieś na pograniczu Belgii i Holandii. Paliwo, które zaserwowano mi na stacji Shell w Holandii było gorsze od opału. Samochód odmówił współpracy, później było holowanie do stacji diagnostycznej, następnie okazało się że wszystko powinno być OK i nie wiadomo dlaczego auto nie jedzie. Na wszelki wypadek coś wymienili, coś jeszcze sprawdzili, samochód ruszył, wystawili okrągły rachunek i jakoś dojechałem do Wielkiej Brytanii. Miałem znaczne opóźnienie, odpoczynek i czas na przygotowanie się nie były dla mnie. Trzy godziny snu i znowu podróż. Lotnisko, parkingi, bagaże. Masakra. Oczy miałem koloru krwi i myślałem, że odlecę nie tylko samolotem.
Madryt. Na lotnisku Krzysiek czekał już w gotowości. Wpakowałem się do busa i jazda do domu. Marzenka, żona Krzyśka, zaserwowała fantastyczny obiad. Krzysiek wrócił do pracy, a my z Marzenką w tym czasie wypożyczyliśmy auto i zrobiliśmy zakupy. Przed północą już jedziemy. Jednolitrowa kiła (tak Krzysiek ochrzcił koreańskiego malucha) pokonała trasę Madryt - Caspe z niesamowitą lekkością.



Caspe. Na miejscu byliśmy koło czwartej nad ranem, więc mieliśmy chwile na sen. Spanie w tego typu wozach nie należy do łatwych i przyjemnych. Bill był na miejscu punktualnie. Dla niewtajemniczonych Bill to zarządca ośrodka. Słyszałem różne historie o Billu, o tym kto go lubi a kto nie i czy płaci podatki czy nie. Mi w każdym razie wydał się bardzo sympatycznym Anglikiem. Do tego miło zaskoczył nas rachunkiem, niższym od spodziewanego. Nie dopominaliśmy się, rzecz jasna, o dopłatę. Policzył dobrze i tanio. Chyba dlatego, że po sezonie, nie wnikaliśmy.
Nastał czas ryb. Dostaliśmy przyzwoitą blaszaną łódeczkę, z porządnym silnikiem, 15 koni, dla nas wystarczająco.
Popłynęliśmy. Rozpadało się konkretnie, więc nadzieje na rybki bledną. Ale jak to podobno na Caspe bywa, pogoda się zmienia bardzo szybko. Wkrótce znów powitaliśmy słońce. Zaczęliśmy szukać ryb. Wspomniany już Bill powiedział, że woda idzie do góry i że ryb najlepiej szukać "tu i tam". Nic nam to nie mówiło. Spokojnie dotarliśmy w pierwszą miejscówkę. Na sondzie aż roi się od ryb. Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem. Myślałem, zaraz wędki będą pękać. A tu niestety lipa. Jedno miejsce, drugie, gałęzie i nic.
Nie dało też nic obrzucanie pięknego skalistego zakrętu. Powoli zaczynam jarzyć o co chodzi. To jak z karpiami na jesień. Głębokie miejsca mają jeszcze cieplejszą wodę, wiec tam jest więcej ryb. Może w tym jest metoda? Po kilku godzinach dopływamy do ładnie nasłonecznionego zakrętu. Krzysiek decyduje, że szukamy przy moście
Rzucamy dalej. Decydujemy się na obławianie głębokich miejsc, dobrze nasłonecznionych. Z informacji, które dała nam sonda wynika, że dziewięć stopni jest lepsze niż dziesięć, ryb widać dużo, Az miło patrzeć. Podpłynęliśmy pod fajne skałki z pięknym słońcem. Trach!! Siedzi! Co to do cholery?? Po chwili już wiem. To wielki karp, który dostał w plecy z Bustera numer 15. Zahaczył się tak solidnie, że nie miał szans na wyczepienie. Hol chwile musiał potrwać bo mimo mocnego zestawu niewygodnie jest podebrać taka bestie bez podbieraka. Krzysiek ma wagę na "mniejsze" ryby i wychodzi 16.39 kg. Bardzo ładny prosiak. Pomyślałem wtedy o moich znajomych karpiarzach. Taki wynik to już coś. Satysfakcji jednak nie było, bo za plecy. Sprawdza się jednak moja teoria ciepłej wody. Spływamy dalej obławiając skały, popijając doskonałe hiszpańskie wino i wyobrażając sobie jakie mureny muszą sterczeć z tych szczelin.



Tymczasem zaczęło robić się późno. Co prawda jeszcze świeciło ale dzień kończył się szybko. Zaczęły znowu dzwonić telefony z pytaniami. Bierze? Gdzie łowicie? Jaka pogoda? A próbowaliście tam i tu? Generalnie masa pytań bo to przecież Caspe, więc jak może nie brać? I nagle bum!!! Niesamowicie tępe puknięcie i pusto. Pół sekundy przerwy i siedzi znowu! Ale jazda! Mam! Krzyczę do Krzyska żeby kończył rozmowy telefoniczne i zabrał się za jakieś reżyserowanie. Pompa niesamowita. To coś przykleiło się do dna i tyle. Nie trwało to zbyt długo bo sprzętowo byłem jako tako przygotowany. I zaczęło się "maja - twoja". 15 minut nudnawej walki. W duchu myślałem, żeby miał ponad dwa metry. Obiecałem nawet mojej żonie, że jak złowię takiego wielkiego wąsacza to się z nim wykąpię. Najlepsze dopiero przyszło. Oderwałem wąsacza od dna i wszystko zaczęło nabierać kolorów. Jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłem, że sum jest zacięty za ogon! No tak, wtedy zrozumiałem dwa brania. Podciągnąłem go do łódki w miarę szybko. Po pewnych problemach w końcu złapałem go za szczękę i wciągnąłem go do łódki
Podpłynęliśmy do brzegu machnąć parę fotek bo było ciemno. Okazało się, że nie tak łatwo jest podnieść takiego kloca do góry. Do tego ta bezwładność, jak trup. Ćwiartowanie na 6 kawałków nie wchodziło w grę, było też ciemno jak w piekle i do tego ten ziąb. Brr. Odpuściłem sobie włażenie do wody i podejścia do zrobienia efektownych fotek. Żona chyba mi to wybaczy. Buzi i do wody.
Nastał wieczór. Hiszpańskie winko, podsumowanie dnia, gadanie o pierdołach. Ale co z tym braniem? Dopiero po powrocie do domu zaświtało mi w głowie, że nie sprawdziłem przynęty po wyciągnięciu ryby. Jest porysowana! Dodało mi to trochę otuchy. Miał ją w pysku. Z tego co słyszałem to się zdarza. Ale to już moje prywatne przemyślenia. Do dziś wyobrażam sobie tą scenę pod wodą. Ryba w każdym razie jest i nic tego nie zmieni. Całe 208cm. Rekord pobity o jakieś trzydzieści parę.



Dzień drugi rozpoczął się świetną pogodą. Popływaliśmy tu i tam. I nic. Krzysiek mówi, żebyśmy sprawdzili most w Caspe. Ktoś kiedyś miał tam niezłego kloca. Płyniemy środkiem rzeki i podziwiamy okolice. Trzeba przyznać, że widoki są tu niesamowite. Na sondzie znowu czarno od ryb. Zastanawiamy się co to może być. Krzychu mówi, że karpie. Podobno są ich w Caspe miliony. Czasami mijamy jakąś łódź podwodną, lecz niestety bez reakcji na nasze piękne woblerki. Jedynie mały sandaczyk pięćdziesiątak wiesza się na wobler Krzyśka.
Po jakimś czasie takiego zwiedzania zaczyna zmieniać się pogoda. Istny sztorm. Dopłynęliśmy pod most a tam tłumy rumuńskich dzieciaków porozstawianych na filarach próbują coś złapać. Jak się okazało, nie tylko próbują. Mają każdy po sznurze pełnym sandaczy. Nie wiem jak to jest na Caspe z limitami, ale mieli tego naprawdę dużo. Nanizane jak korale. Nic tam, próbujmy coś złowić. Niestety wiatr stał się na tyle silny, że stało się to niemożliwe. Spływamy stamtąd żeby nie rozbić się o betonowe filary mostu. Dotarcie do bazy zajęło nam dłuższą chwilę, bo dmuchało naprawdę mocno. Staraliśmy się znaleźć jakąś spokojną zatokę żeby dać sobie jeszcze jedną szansę, jednak zbiornik jest tak skonstruowany, że wiatr wpadający pomiędzy skalne brzegi nie daje nam takiej możliwości. Aż łeb urywa.
Teraz pozostało szybkie pakowanie, sprzątanie i do domu. Na powrocie zahaczamy o Mequineze by zrobić parę fotek i podziwiać niesamowite widoki. Wracamy. W przyszłym roku powtórka. Caspe to zaraźliwe miejsce.


Cała relacja wraz ze wszystkimi zdjęciami dostępna na forum czyli tu: Fartowne Caspe


Przygotował: Saalar

Reklama w zamian za zniżki dla stałych użytkowników portalu.

Aktualnie online

Gości online: 31

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 7,959
Najnowszy użytkownik: ApacheSum

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

16 sierpień 2017 22:06
witam

16 sierpień 2017 17:26
Witam

16 sierpień 2017 16:18
Powitać Usmiech

15 sierpień 2017 20:38
Witam

15 sierpień 2017 09:01
Witam

15 sierpień 2017 07:01
Dobry Usmiech

13 sierpień 2017 20:30
Powitać Usmiech

13 sierpień 2017 08:38
Dobry Usmiech

12 sierpień 2017 13:41
Witam

09 sierpień 2017 23:21
Witam

Archiwum shoutboksa

Wyprawy autokarowe Norwegia

Wyprawy autokarowe Norwegia

Polska baza wędkarska nad rzekę Ebro

Wyjazdy grupowe Ebro Hiszpania

Nasz baner

Forum Sumowe - portal sumowy
Wygenerowano w sekund: 1.12
26,800,384 unikalne wizyty