Dunajecka pani | Forum sumowe


Portal ludzi z pasją tworzony przez ludzi z pasją

Natura nie łamie swych praw. -Leonardo Da Vinci


Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Ostatnie Fotki

Nowy Rekord
Nowa broń na wąsale ;o)
Sum 223cm z Sekwany
bojki
Sum z Wisły 2017
Wisła 2017
Wisła 2017

Na forum na skróty

Witamy na stronie poświęconej rekinowi słodkowodnemu ;)

Na tym forum dowiecie się jak złowić suma, jaki potrzebujecie sprzęt do tego celu, jakich metod najlepiej użyć do łowienia tej ryby, a także zobaczycie duże sumy łowione przez naszych użytkowników, rekordowe sumy w Polsce i na świecie i wiele innych informacji dotyczących Suma Europejskiego i nie tylko. Zapraszamy wszystkich do zarejestrowania się i aktywności na Naszym Portalu.

Dunajecka pani

październik 15 2014 NEWSY OGÓLNE Jozefp
Dunajecka pani

Dunajecka pani - materiał konkursowy "Wygraj wyprawę nad Ebro"



Moja przygoda z wędkarstwem zaczęła nad maleńką rzeczką, prawdopodobnie już wtedy jak jeszcze na stojąco wchodziłem pod stół. Był to dopływ Dunajca pełen pięknych pstrągów, lipieni i innych prądolubnych gatunków ryb.

łowienie głowacic



Odkąd sięgam pamięcią to miałem wędkę w ręce i biegałem z nią po tej rzeczce nie tylko za rybami,ale głównie uciekając gdzie pieprz rośnie na widok idącego wędkarza. Pierwsze moje wędzisko to był porządny kij na blanku z leszczyny wyciętej osobiście nad brzegiem mojej rzeczki, do którego dorobiłem przelotki z drutu aluminiowego,żeby całe wędzisko było jak najlżejsze. Zamiast kołowrotka wbiłem dwa gwoździe, na które nawijało się żyłkę wyciągniętą z mamusinej myjki do garnków, dowiązałem haczyk ze szpilki i jazda nad rzekę.
Dopiero teraz po tych kilkudziesięciu latach uświadomiłem sobie, że już wtedy miałem zadatki na porządnego wędkarskiego Hand Made-towca. Nie wiem skąd później dorwałem bambusowe wędzisko,z prawdziwym muchowym kołowrotkiem, pewnie gdzieś znalazłem u dziadka lub innego wujka,ale pamiętam że jak wyskoczyłem z takim kijaszkiem nad wodę to już byłem kozak wśród kolegów haha.Następną moją wędkę już z włókna szklanego przywiózł mi ktoś z Czechosłowacji, potem skończyłem edukację, zacząłem sam zarabiać i już mnie było stać na normalny sprzęt wędkarski. W międzyczasie zdałem egzamin na kartę wędkarską i już nie musiałem uciekać,na widok faceta z wędką tylko mogłem się skupić na łowieniu. Gdy zaczęto napełniać zbiornik czorsztyński z mojej małej rzeczki przeniosłem się nad zalew i tam nabierałem doświadczenia w łowieniu szczupaków. Początki tego zalewu to było normalne eldorado, gdzie by człowiek nie rzucił blachą czy gumą wieszał się szczupaczek,a że do zbiornika nie miałem daleko to każdą wolną chwilę spędzałem nad jego brzegami wymachując spinningiem.

Dunajec



Tak przemierzając kilometry przybrzeżnymi krzakami przyszłego jeziora człowiek prowadził długie konwersacje z przypadkowo napotkanymi starszymi wędkarzami i czasem udało mi się posłuchać jakichś opowieści dziwnych treści o rybie widmo , miedzianej torpedzie i różnie jeszcze nazywanej przez różnych wędkarzy głowacicy,Nasłuchałem się tego sporo o połamanych wędkach, pozrywanych żyłkach, pogryzionych woblerach i tego typu rzeczach. Już wtedy zamarzyłem o moim spotkaniu z tą Panią,która zamieszkiwała Dunajec poniżej zbiornika,chociaż szczerze mówiąc nie za bardzo wiedziałem jak się do niej dobrać.

łowienie na woblery własnej roboty



Pewnego pięknego popołudnia wybrałem się piechotą, bo nie było innej opcji nad oddalony 5-6km Dunajec z wędką do 40g i jakimś tam woblerem spróbować szczęścia. Po dodarciu do celu okazało się ,że rzeka ma kolor kawy z mlekiem. Trochę zniesmaczony tym faktem zacząłem obławiać głęboką mętną płań poniżej szumiącego bystrza głęboko schodzącym woblerem, który po przyciągnięciu na płytszą wodę najczęściej lądował między kamieniami.Nie powiem żeby mnie to nie irytowało,do tego stopnia że dwóch wędkarzy którzy łowili kawałek niżej dziwnie na mnie patrzyli jak zacząłem przeklinać tego woblera. Po którymś z kolei takim zaczepie jak zwykle zacząłem podszarpywać wędką żeby uwolnić woblera z między kamieni, gdy mi się to udało nastąpiło branie...TEGO NIE ZAPOMNĘ DO KOŃCA ŻYCIA !!! Wędka wygięta do samej rękojeści , kołowrotek wyje jak wściekły z dwadzieścia kilogramowa ryba nie więcej jak trzy metry przede mną wyskakuje do powietrza i jedzie na ogonie po powierzchni wody z prędkością światła na środek rzeki,trzymając w pysku mojego woblera, po czym otwiera paszczę i wobler siłą napiętego sprzętu wystrzelił jak z katapulty i przelatuje nade mną w krzak, a ryba zniknęła w głębinie. Z za krzaków wyskoczyło wspomnianych wcześniej dwóch wędkarzy myśląc że to ja wpadłem do wody, a ja tym czasem stałem po kolana w Dunajcu nie mogąc przyjść do siebie i nie wiedząc co się stało, po prostu zdębiałem z wrażenia i mało nie padłem tam na zawał, jednego tylko byłem pewny, że to była, jest i będzie moja ryba życia...Zakochałem się w niej do szaleństwa,stała się moją obsesją, cały czas o niej myślałem,kombinowałem gdzie kupić odpowiedni sprzęt żeby już mnie taka niespodzianka nie spotkała,czym jeździć nad Dunajec,bo na butach to trochę za daleko było. Pojechałem więc do Krakowa do znanego wszystkim uganiającym się za tą rybą sklepu,gdzie jeszcze bardziej znany wszystkim sprzedawca i w właściciel tegoż sklepu,,Duszko" doradził mi czego potrzebuję do połowu mojej Pani. Kupiłem więc konkretną wędkę, jeszcze konkretniejszy kołowrotek,mocną żyłkę,trochę woblerów,agrafek i co tam jeszcze pan ,,Duszko" mi polecił, po czym z wielkimi nadziejami wróciłem do domu. Byłem już uzbrojony po zęby, więc pozostało mi jeszcze tylko wykombinować środek transportu, a że na samochód mnie jeszcze nie było stać,to udałem się PKS-em do Nowego Targu a wróciłem już na rowerku i nie pozostało mi nic innego jak tylko czekać do pierwszego września by móc ruszyć zapolować na moje marzenie. Gdy tylko przychodziła ta data, kręciłem co rano i co wieczór ile sił w nogach nad Dunajec i tak do końca grudnia każdy wolny weekend. Nie patrzyłem wtedy ,że za oknem -20stopni,że śniegu napadało przez noc tyle ,że miejscami rower trzeba było przepychać przez zaspy, po prostu wiedziałem że moja Pani czeka tam na mnie i żadna siła nie była mnie w stanie zatrzymać w domu. Nie raz się skąpałem brodząc po śliskich otoczakach zalegających na dnie Dunajca,

ryby Dunajca



po czym zamarzałem wracając na rowerze do domu i musiałem chwilę przy piecu posiedzieć żeby się udało zdjąć ubranie nie łamiąc go przy tym haha. Ludzie się pukali po głowach na mój widok i do dziś nie wiem o co im chodziło,przecież ja tylko jechałem na randkę z moją Panią.I tak mijały dni,tygodnie,miesiące,lata i mimo że przez trzy kolejne sezony od pierwszego brania nie miałem kontaktu z tą rybą, a i trochę woblerów zostawało w Dunajcu nie zrażałem się. Jak tylko miałem czas to kręciłem nad Dunajec, nawet na pół godzinki, byle o świcie być nad wodą,a później o zmroku i byle by kolejny raz spróbować spotkać się z moją Panią. Ile 15 lat temu kosztował dobry wobler każdy z nas wie, dlatego jak większość miejscowych wędkarzy zacząłem sam robić woblery, żeby nie zostawiać pół wypłaty w Dunajcu.

duża głowacica



I dalej co weekend,bo pracowałem w delegacji, rano i wieczorem pedałowałem do Sromowiec,nie przejmując się docinkami sąsiadów i rodziny,znajomych jak i nieznajomych.
Jeden z takich weekendów utkwił mi szczególnie w pamięci za sprawą tego co się wtedy wydarzyło.Nie był to jakiś nadzwyczajny poranek i nic nie zapowiadało żeby taki miał być a jednak. Jak co sobotę o piątej rano zadzwonił budzik, po otwarciu oczu z przyzwyczajenia już podchodzę do okna i patrzę na termometr oraz czy nie ma jakiej zamieci, żeby w razie czego gogle narciarskie założyć.Temperatura normalna jak na ten czas,czyli ok -15 stopni Celsjusza,zamieci nie ma więc obejdzie się bez gogli,szybciutko ubieram jedne kalesony,potem drugie,potem polar, ocieplacz nurkowy,neopreny,czapkę,kurtkę,grube polarowe rękawice i uradowany że tak mam cieplutko wsiadam na rower i pędzę nad Dunajec póki ludzie jeszcze śpią.Po przybyciu nad wodę tradycyjnie już obijam sople lodu z pod nosa,rowerek zostawiam w krzakach,składam wędkę i stoję na brzegu nasłuchując czy czasem nie chce mi powiedzieć w którym miejscu dzisiaj ma ucztę.Jeszcze jest ciemno lecz po kilku chwilach takiego wsłuchiwania się w szum Dunajca zakładam mojego dwudziestocentymetrowego woblera,wchodzę po kolana do wody zagrzać sobie stopy i rzucam przynętę pod słowacki brzeg.Nurt wody ściąga go w dół a ja wybieram luz żyłki kołowrotkiem,gdy wobler dopływa do środka rzeki następuje mocne targnięcie.Nogi mi się zatrzęsły,kij znowu wygięty w pałąk ( tym razem już mocniejszy ) serce wali jak oszalałe i w głowie tylko jedna myśl ,,żeby tylko mi się nie wypięła". Czuję na wędce jak ryba młynkuje pod wodą,by po chwili wyskoczyć nad powierzchnię,teraz ją widzę przez ułamek sekundy,a właściwie tylko jej zarys w świetle odbijających się na wodzie latarni ulicznych ze słowackiej strony. Ryba nie jest tak wielka jak ta pierwsza która się wypięła trzy lata wcześniej,ta może ma jakieś 70-80cm, ale jak by się nie wypięła to będzie moja pierwsza i to w pierwszym rzucie danego dnia. Tak modląc się w myślach żeby była dobrze zapięta cofam się powoli do brzegu jednocześnie kręcąc w miarę możliwości korbką kołowrotka,żeby wyciągnąć moją zdobycz na brzeg.Gdy już ją doholowałem na płyciznę,zaszedłem ją od strony wody, odcinając jej drogę ucieczki w razie gdyby się w ostatniej chwili wypięła, jak to często bywa,potem przyklęknąłem i usiadłem na piętach, trzymając przez chwilę moją miedzianą torpedę miedzy kolanami.Już się tak nie miotała jak na początku,patrzyła na mnie a ja na nią jakbyśmy się znali całe wieki,odrzuciłem wędkę na brzeg a moją Damę wziąłem na ręce,wyniosłem z wody i położyłem na śniegu ciesząc się jak wariat.Po zmierzeniu okazało się że ryba miała trochę więcej niż ją oceniałem gdy była jeszcze w wodzie, a dokładniej mierzyła 85cm.Długo tak stałem i patrzyłem się na nią i nawet nie zauważyłem kiedy zrobiło się widno,chyba dopiero wtedy ochłonąłem i zrozumiałem co się przed chwilą wydarzyło,że po trzyletniej głowacicowej posusze marzenie się ziściło!!! Nie da się opisać tej radości,moja miłość w moich rękach,

rekordowe ryby Dunajcu



Moja pierwsza głowacica ląduje na zaśnieżonym brzegu,
moja Dunajecka Pani, moja ryba życia...a na dodatek złowiona na własnoręcznie wykonaną przynętę, niesamowite przeżycie.

głowacica życia



Od tego momentu minęło kilkanaście latek i wiele wody z Dunajca spłynęło do Wisły. Złowiłem w tym czasie wiele głowacic,wcale nie z mniejszymi emocjami jak tą pierwszą i każda z nich jest dla mnie rybą życia, zarówno ta pierwsza,która poszła na ogonie jak torpeda i wypuściła woblera z pyska jak i ta ostatnia którą zdołałem wyjąć. Wiadomo ,że te największe ryby cieszą najbardziej, ale głowacica jest tak rzadką rybą ,że złowienie jakiejkolwiek ryby tego gatunku w dzisiejszych czasach jest ogromnym sukcesem . Nie jeden wędkarz zna tą rybę tylko ze zdjęć,czy z czasopism wędkarskich, ja mam to szczęście, że mieszkam blisko Dunajca i spotkałem się z nią dawno temu ,zakochałem się w niej i ta miłość trwa do dziś.Już teraz tylko czekam na kolejną jesień, by móc znowu uganiać się za nią,by móc posłuchać szumu Dunajca o świcie i oglądać wschód słońca nad Trzema Koronami.

głowacicana spinning



Po drodze nie zapominając jednak o innych gatunkach ryb, a w szczególności o sumach, z którymi mam przyjemność obcować od dwóch sezonów.

Być może następne tego typu opowiadanie będzie z nad największych naszych rzek, czyli z nad Wisły. W zasadzie jestem o tym przekonany że tak będzie, zwłaszcza że już za kilka tygodni zaczyna się sezon polowań na tego najpotężniejszego drapieżnika polskich wód i ja wiem że on tam na mnie czeka.Leży sobie na dnie, od czasu do czasu porusza sobie wąsami i wypatruje nadpływającego woblera
. I tak jak nie odpuściłem królowej Dunajca-głowacicy,tak nie odpuszczę jemu-królowi Wisły,amen.
To by było na tyle na temat mojej miłości, mojej Pani, na tyle na temat Głowacicy na tyle na temat
Mojej Ryby Życia.
Mam tylko nadzieję że jeszcze pływają w Dunajcu te wspaniałe ryby i że jeszcze nie jednokrotnie będę miał przyjemność poczuć ten dreszczyk emocji,ten ogromny napływ adrenaliny który dostaję po braniu i w czasie holu miotającej się z woblerem w pysku głowatki.

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie życząc Wam spotkania z tą piękną Dunajecką Panią.

zimowy spining



Temat na forum: Dunajecka pani

Przygotował Józek Pojedyniec

Komentarze

  • 5761
    #1 Bartosz Wasielewski
    dnia 30 listopad 2014 12:35
    Czytałem z zapartym tchem, brawo Józku wspaniałe opowiadanie Oklaski
  • 2311
    #2 Jozefp
    dnia 30 listopad 2014 18:45
    Jednak wolę strugać woblery niż pisać Haha
  • 6771
    #3 Marcin Zawadzki
    dnia 30 listopad 2014 21:16
    Super opowiadanie,czekam na kolejne.Okok A sąsiedzi,no cóż niech zazdroszczą."Bo jeden to lubi jak śmierdzą skarpety a drugi..." woli jechać na rybyHaha
  • 6452
    #4 Dobromir Jedrzejak
    dnia 12 styczeń 2015 21:53
    To naprawdę czyta się z zapartym tchem Usmiech brawo świetne opowiadanie.Oklaski

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [4 głosy]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]

Reklama w zamian za zniżki dla stałych użytkowników portalu.

Aktualnie online

Gości online: 24

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 8,011
Najnowszy użytkownik: elzbieta

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

22 listopad 2017 08:55
Witam Usmiech

21 listopad 2017 23:08
Witajcie.

21 listopad 2017 10:36
Powitać Usmiech

20 listopad 2017 21:26
Witajcie.

20 listopad 2017 20:37
Dobry Usmiech

20 listopad 2017 18:57
Witam

20 listopad 2017 16:07
Powitać.

19 listopad 2017 21:47
witam

18 listopad 2017 20:52
Dobry Usmiech

18 listopad 2017 16:58
Witam

Archiwum shoutboksa

Urodziny!

Wyprawy autokarowe Norwegia

Wyprawy autokarowe Norwegia

Nasz baner

Forum Sumowe - portal sumowy
Wygenerowano w sekund: 0.16
27,938,417 unikalne wizyty